Przejeżdżałem trasę
„Przejeżdżałem trasę biegu zjazdowego raz za razem - wspomina. O czym marzyłem? O dojechaniu do mety... W końcu wyuczyłem się trasy dosłownie na pamięć, wiedziałem jak przejechać ją najszybciej. Oczywiście ha miarę moich ówczesnych możliwości." Oczekiwanie na start dłużyło się jednak niezmiernie, trwa- ło wieczność. I wreszcie przyszedł czwartek, 7 lutego. Nerwy zawodników napięte do ostatnich granic. Andrzej Bachleda i Ryszard Ćwikło nie lubią zjazdu. To ciężka, niebezpieczna konkurencja. W naszych Tatrach trudno ją trenować, opa- nować do perfekcji, brakuje takich tras, jakie spotyka się w Alpach. Wiedziało o tym kierownictwo ekipy, wiedział tre- ner Andrzej Roj-Gąsienica. Trasa olimpijskiego zjazdu była piekielnie trudna, jedna z najtrudniejszych na świecie. Dłu- gość - 2890 m, różnica wysokości 840 m, średnie nachylenie 29 stopni. Przejazd między niskim parkanem. Debatowano długo, uwzględniano wszystkie „za i przeciw", aż wreszcie zapadła decyzja. Zawodnicy wystartują, ale pojadą ostrożnie, defensywnie.... Kiedy znaleźli się na starcie wszystko skrywała gęsta rngła. Prawie nic nie było widać. Razem z nimi czekało na rozpoczęcie zjazdu ponad 100 zawodników z 29 krajów. Z minuty na minutę warunki się pogarszały. Na starcie coraz silniejszy wiatr. W końcu sędziowie odwołali konkurencję.
projekty domów jednorodzinnych | Buzery testosteronu |